Nie istnieje jedno autorytatywne zestawienie liczby pozwów o dostępność stron internetowych składanych rocznie w Stanach Zjednoczonych na mocy Tytułu III ustawy o osobach niepełnosprawnych (ADA). Żadna agencja federalna nie śledzi konkretnie tej liczby, a prywatne trackery, które publikują dane, głównie kancelarie prawne i blogi branżowe, liczą inaczej niż siebie nawzajem. Część zlicza tylko pozwy w sądach federalnych. Część dodaje wezwania do usunięcia naruszeń, które nigdy nie trafiają na salę sądową. Definicje tego, co w ogóle liczy się jako pozew o “dostępność cyfrową”, w odróżnieniu od roszczenia ADA dotyczącego fizycznego dostępu, które przy okazji wspomina stronę internetową, też różnią się między źródłami. To, na czym zgadzają się jednak wszystkie trackery, to kierunek: litygacja dotycząca dostępności stron i aplikacji utrzymuje się na stałym, wysokim poziomie od dobrej dekady, i nic w tym wzorcu nie sugeruje, że rok 2026 od niego odbiega.
Dlaczego liczba jest niejasna
Tytuł III ADA nie wymaga od powoda złożenia pozwu w konkretnym sądzie, zarejestrowania skargi w federalnej bazie danych tak, jak wymagają tego niektóre inne działania prawne, ani nawet skierowania sprawy do sądu przed dochodzeniem roszczenia. Duża część sporów kończy się wezwaniami do usunięcia naruszeń i ugodami przedprocesowymi, które nigdy nie pojawiają się w żadnym publicznym zestawieniu pozwów. Dodaj do tego fakt, że media śledzące tę przestrzeń, w tym takie firmy jak blog ADA Title III, stosują własne kryteria tego, co liczy się jako roszczenie związane ze stroną lub aplikacją, i otrzymujesz wiele rocznych liczb, które nie zgadzają się ze sobą, mimo że opisują z grubsza tę samą aktywność. Każdą pojedynczą, nagłówkową liczbę cytowaną gdzie indziej warto traktować jako szacunek jednej organizacji, a nie statystykę rządową.
Wzorzec, który utrzymuje się rok do roku
Kilka rzeczy pojawia się konsekwentnie u różnych trackerów i komentatorów branżowych, nawet bez zgody co do dokładnej liczby:
- Aktywność w zakresie pozwów koncentruje się w stosunkowo niewielkiej liczbie jurysdykcji, przy czym sądy federalne w Nowym Jorku i Kalifornii historycznie odpowiadają za dużą część pozwów o dostępność cyfrową, choć w ostatnich latach rosnącą aktywność widać też w innych stanach.
- Sklepy detaliczne i e-commerce pozostają najczęściej celowaną kategorią, przed innymi branżami, ponieważ łączą wysoki ruch z funkcjami transakcyjnymi, które są proste do przetestowania.
- Istotna część pozwów pochodzi od stosunkowo niewielkiej liczby powracających powodów i kancelarii prawnych składających podobne roszczenia wobec wielu różnych pozwanych, wzorzec szeroko opisywany i krytykowany niemal tak samo jak same luki w dostępności.
- Małe i średnie firmy są coraz częściej wymieniane obok dużych przedsiębiorstw, częściowo dlatego, że większe firmy zwykle już naprawiły najbardziej oczywiste, najłatwiejsze do wykrycia problemy.
Do czego firmy używają tych liczb i gdzie warto zachować sceptycyzm
Wolumen litygacji jest nieustannie cytowany w marketingu dostawców dostępności, i warto sceptycznie podchodzić do każdej oferty obiecującej, że konkretne narzędzie sprawi, że pozew “zniknie” albo “nigdy się nie wydarzy”. Żadne narzędzie automatyczne, widżet czy nakładka nie może zagwarantować ochrony prawnej, ponieważ ryzyko prawne zależy od faktycznej użyteczności dla prawdziwych ludzi, a nie od tego, czy zainstalowano skrypt. To rozróżnienie ma na tyle duże znaczenie, że samo w sobie stało się przedmiotem federalnego postępowania egzekucyjnego: FTC nakazała accessiBe zapłacić 1 000 000 dolarów w 2025 roku w ramach ugody dotyczącej zarzutów o wprowadzające w błąd twierdzenia na temat tego, jak dużą część strony może automatycznie naprawić jej produkt accessWidget, oraz o płatnych opiniach klientów, jak podaje relacja z nakazu FTC. Ta sprawa dotyczy konkretnie twierdzeń marketingowych, a nie orzeczenia o całej kategorii widżetów dostępności, ale to konkretny przykład przepaści między obietnicami dostawcy dotyczącymi zgodności a tym, co regulator ustalił, że produkt faktycznie robił.
Co faktycznie zmniejsza ryzyko prawne
Praktyczną odpowiedzią na niejasną statystykę nie jest ani panika, ani lekceważenie. Firmy zmniejszają realne ryzyko, dążąc do zgodności z WCAG 2.1 lub 2.2 AA, publikując deklarację dostępności opisującą, co zostało zrobione i jak zgłaszać problemy, testując regularnie, a nie jednorazowo, oraz prowadząc dokumentację prac naprawczych w czasie. Platformy zbudowane wokół ciągłego monitoringu, jak połączenie automatycznego widżetu z bieżącymi skanami i weryfikatorem sprawdzanym przez człowieka od Wawsome, celują dokładnie w tę lukę: jednorazowa poprawka, po której następują lata cichej regresji, to częsty wzorzec widoczny też w danych o liczbie błędów na stronę z badania WebAIM Million. Nic z tego nie jest gwarancją odporności na pozwy, bo nic nią nie jest, ale to obronny, udokumentowany wysiłek, co jest zasadniczo inną pozycją niż brak takiej dokumentacji.
Uczciwe podsumowanie
Jeśli ktoś szuka tu “tej liczby” pozwów o strony na mocy ADA złożonych w 2026 roku, uczciwa odpowiedź jest taka, że zależy to całkowicie od tego, którego trackera się zapyta, a różnice między trackerami bywają duże. Trend, który ma większe znaczenie niż jakakolwiek pojedyncza liczba, to fakt, że ta kategoria litygacji pozostaje aktywna i dobrze finansowana od lat, sklepy detaliczne i e-commerce pozostają najbardziej narażonym sektorem, a firmy najmniej narażone na to, by stać się nagłówkiem, to te, które mogą wskazać na trwającą, udokumentowaną pracę nad dostępnością, a nie jednorazową instalację skryptu.