Przeciętna strona główna testowana w badaniu WebAIM Million 2026 niosła 56,1 wykrywalnych błędów dostępności, o 10,1% więcej niż rok wcześniej. Każdy z tych błędów, sam w sobie, wygląda na drobną decyzję projektową lub kodową: kolor odrobinę zbyt jasny, zdjęcie bez tekstu alternatywnego, pole formularza bez właściwej etykiety. Pojedynczo nic z tego nie wygląda na kosztowne. Zsumowane na całej stronie i pozostawione bez uwagi przez lata staje się jednak kosztem, który pojawia się w miejscach, gdzie większość firm nie myśli, by go szukać: klienci, którzy odchodzą bez skargi, ryzyko prawne, które się kumuluje, oraz rachunek za naprawę, który rośnie im dłużej jest odkładana.

Utraceni klienci, których nigdy nie widać

Najbardziej niewidoczny koszt jest też, w skali całości, prawdopodobnie największy: odwiedzający, którzy nie mogą dokończyć tego, po co przyszli, i po prostu odchodzą. Użytkownik czytnika ekranu, który trafia na nieopisane pole formularza, albo osoba pracująca wyłącznie na klawiaturze, która nie może dosięgnąć rozwijanego menu, zwykle nie zgłasza tego wsparciu technicznemu. Porzuca zadanie i idzie na stronę konkurencji. Taka strata nigdy nie pojawia się w raporcie oznaczonym “dostępność”, ponieważ wygląda identycznie jak zwykłe porzucenie koszyka czy współczynnik odrzuceń w jakimkolwiek narzędziu analitycznym, którego firma już używa. To realny koszt, który jest strukturalnie niewidoczny, co jest dokładnie powodem, dla którego łatwo firmie niedoszacować, ile faktycznie kosztuje ją niedostępny proces zakupowy czy formularz kontaktowy.

Ryzyko prawne, które się kumuluje

Litygacja dotycząca dostępności cyfrowej, głównie na mocy ADA w USA i coraz częściej na mocy Europejskiego Aktu o Dostępności w UE, to druga kategoria kosztów, i kumuluje się w specyficzny sposób: im dłużej znany problem pozostaje nienaprawiony, tym trudniej argumentować, że nie było to znane, ignorowalne ryzyko. Firmy w UE stają dziś przed tym konkretnie i z przypisanymi liczbami. Maksymalne kary ustalone przez państwa członkowskie UE za brak zgodności z EAA wahają się od około 60 000 do blisko 900 000 euro, obok możliwego wycofania produktu z rynku lub zakazu sprzedaży, zgodnie z przeglądem EAA od Level Access. W USA dokładna liczba pozwów różni się w zależności od trackera i nie istnieje jedna autorytatywna liczba, ale trend u każdego trackera pozostaje konsekwentnie wysoki od lat, przy czym sklepy detaliczne i e-commerce pozostają najczęściej celowaną kategorią.

Koszt odroczonej naprawy

Problemy z dostępnością nie pozostają statyczne na stronie nietestowanej regularnie, one się kumulują. To praktyczne znaczenie wzrostu o 10,1% rok do roku w przeciętnej liczbie błędów na stronę z badania WebAIM Million: strony wdrażają nowe funkcje i redesigny szybciej, niż je testują, więc problemy piętrzą się, zamiast być wychwytywane i naprawiane na bieżąco. Firma, która czeka trzy lata na przeprowadzenie pierwszego audytu dostępności, nie stoi przed tą samą naprawą, przed jaką stanęłaby w pierwszym roku. Stoi przed trzema latami skumulowanych, powiązanych ze sobą problemów na stronie, która w międzyczasie stała się bardziej złożona, co jest znacząco większym i droższym projektem niż byłaby wcześniejsza, mniejsza naprawa.

Koszt reputacyjny błędnej naprawy

Istnieje też koszt specyficzny dla sposobu, w jaki firma decyduje się zająć dostępnością, nie tylko tego, czy w ogóle to robi. W 2025 roku amerykańska Federalna Komisja Handlu nakazała accessiBe zapłacić 1 000 000 dolarów w ramach ugody dotyczącej zarzutów, że firma stosowała wprowadzające w błąd twierdzenia na temat tego, jak dużą część strony może automatycznie naprawić jej produkt accessWidget, oraz w związku z płatnymi opiniami klientów, jak podaje relacja z nakazu FTC. To koszt, który wziął się nie z posiadania problemów z dostępnością, niemal każda firma je w jakimś stopniu ma, ale z tego, jak te problemy zostały publicznie przedstawione. To przydatne przypomnienie, że przesadzanie z tym, co osiąga dana poprawka, niesie własne ryzyko, oddzielne od samej leżącej u podstaw luki w dostępności.

Koszt złej naprawy, nie tylko brakującej

Warto też oddzielić “brak pracy nad dostępnością” od “niewłaściwego rodzaju pracy nad dostępnością”, ponieważ oba niosą koszt, ale w różnej formie. Firma, która nic nie robi, mierzy się z opisanym powyżej ryzykiem utraty klientów i ekspozycji prawnej. Firma, która instaluje narzędzie reklamowane jako kompletna naprawa, nie rozumiejąc jego faktycznych ograniczeń, może znaleźć się w sytuacji, gdy wierzy, że jest zabezpieczona, podczas gdy pozostają istotne luki, co jest chyba gorszą pozycją niż wiedza, że wciąż jest praca do wykonania. To część powodu, dla którego bycie konkretnym co do tego, co dane narzędzie faktycznie obsługuje automatycznie, w przeciwieństwie do tego, co wciąż wymaga ręcznego przeglądu, ma tak samo duże znaczenie jak wykonanie samej pracy.

Ile faktycznie kosztuje naprawa

Nic z tego nie jest argumentem, że praca nad dostępnością jest darmowa czy trywialna. To argument, że koszt jej niepodejmowania nie pozostaje płaski w czasie i nie pojawia się jako jedna oczywista pozycja w budżecie. Firmy traktujące dostępność jako ciągłą, testowaną pracę, a nie jednorazowy projekt czy pojedynczy skrypt zainstalowany i zapomniany, zwykle ponoszą mniejsze, bardziej stabilne koszty, zamiast dużego, odroczonego rachunku, który przychodzi naraz jako pozew, kara regulacyjna czy powolny odpływ klientów, którzy po cichu poszli gdzie indziej. Platformy łączące automatyczny monitoring z weryfikacją prowadzoną przez człowieka, jak ta od Wawsome, zbudowane są dokładnie wokół tej idei: ciągłe wychwytywanie regresji kosztuje w dłuższej perspektywie mniej niż ponowne odkrywanie tych samych, skumulowanych problemów za kilka lat.